Zakłady lotnicze w Mielcu - jeden z symboli Centralnego Okręgu Przemysłowego
11.09.2014
O tym, że Mielec jest poważnym ośrodkiem przemysłu lotniczego - wiadomo dobrze,
i to od lat. Zorientowani mają też świadomość, iż zakłady, rozwijane pod marką
Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego „PZL-Mielec”, wyrosły na podwalinach położonych
przed II wojną światową. Ale czy istnieje powszechna świadomość powodów, dla
których budowę produkującej samoloty fabryki zlokalizowano właśnie tam?

Wizyta prezydenta Ignacego Mościckiego w Państwowych Zakładach Lotniczych w
Mielcu, 1938
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Mieleccy historycy wskazują - jako autora koncepcji - majora Sztabu Generalnego
(późniejszego pułkownika dyplomowanego) Romana Umiastowskiego, który w wydanej
już w 1925 r. książce "Geografia wojenna Rzeczypospolitej Polskiej"
przeanalizował bezpieczeństwo krajowego przemysłu, za punkty wyjścia biorąc
stopień zagrożenia ze strony lotnictwa bombowego nieprzyjaznych mocarstw
sąsiedzkich.
Umiastowski przyjął, iż około 1930 r. bombowce będą rozwijać prędkość
przekraczającą 200 km/h. Założył więc, iż zachodnia (do linii Toruń, Kielce,
Tarnów), północna (po Warszawę i Białystok) oraz wschodnia (do Łucka i
Tarnopola) część Polski znajdą się w zasięgu lotnictwa Niemiec i Rosji w ciągu
30 minut lotu. Przy tych kalkulacjach wyszło, że po godzinie od startu wrogich
sił powietrznych, zagrożone przez napastników będą obiekty na lewym brzegu Wisły
(patrząc od zachodu), na linii Dęblin - Lublin (w przypadku lotu od północy) i
Brześć - Zamość - Przemyśl (w razie ataku ze strony ZSRR)
Czarny scenariusz, nakreślony przez Umiastowskiego, zakładał możliwość
zbombardowania obiektów przemysłowych - w przypadku, gdyby obrona
przeciwlotnicza okazała się nieskuteczna. Jako, że lepiej przeceniać
niebezpieczeństwo niż je lekceważyć, zasugerował, aby kluczowe dla
bezpieczeństwa państwa zakłady - zwłaszcza przemysłu zbrojeniowego - lokalizować
na obszarach w centrum państwa.
I tak, gdy przyszło co do decydowania, budowę wytwórni sprzętu lotniczego
umiejscowiono w Mielcu, dysponującym na dodatek odpowiednim - płaskim oraz
rozległym - terenem na lotnisko.
Choć zdawać by się mogło, że dla mieszkańców ubogiego, przeludnionego,
czerpiącego niewysokie z reguły dochody z rolnictwa terenu wiadomość o decyzji
władz państwowych była zbawczą, niewiele jednak brakowało, a budowa zostałaby
zablokowana.
Sprzeciw wobec inwestycji wniosła mielecka gmina żydowska. Projekt przewidywał
bowiem likwidację dwóch cmentarzy, na których spoczywali wyznawcy religii
mojżeszowej; rzecz dla Izraelity - horrendalna. Supliki mieleckich Żydów nie
zdały się jednak na nic, aczkolwiek w obronę nienaruszalności kirkutów
zaangażowane zostały najwyższe instancje: Trybunał Administracyjny, prezydent
RP, a nawet... Liga Narodów.
Inni mielczanie z entuzjazmem przyjmowali oferty odkupienia gruntów. Ponoć w
większości były postawy nader sprzyjające budowie. Właściciele działek nie
targowali się o zapłatę, pozwalali nawet wchodzić na nie przed sformalizowaniem
transakcji.
Okazję wyczuli też lokalni przedsiębiorcy, którzy w przyśpieszonym tempie
rozwijali swoje biznesy usługowe. Sam burmistrz Franciszek Kazana wzniósł hotel
z restauracją.

Mielec - widok ogólny rynku, 1932
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
O tym, że Mielec jest poważnym ośrodkiem przemysłu lotniczego - wiadomo dobrze,
i to od lat. Zorientowani mają też świadomość, iż zakłady, rozwijane pod marką
Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego „PZL-Mielec”, wyrosły na podwalinach położonych
przed II wojną światową. Ale czy istnieje powszechna świadomość powodów, dla
których budowę produkującej samoloty fabryki zlokalizowano właśnie tam?
Wizyta prezydenta Ignacego Mościckiego w Państwowych Zakładach Lotniczych w
Mielcu, 1938 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Mieleccy historycy wskazują - jako autora koncepcji - majora Sztabu Generalnego
(późniejszego pułkownika dyplomowanego) Romana Umiastowskiego, który w wydanej
już w 1925 r. książce "Geografia wojenna Rzeczypospolitej Polskiej"
przeanalizował bezpieczeństwo krajowego przemysłu, za punkty wyjścia biorąc
stopień zagrożenia ze strony lotnictwa bombowego nieprzyjaznych mocarstw
sąsiedzkich.
Umiastowski przyjął, iż około 1930 r. bombowce będą rozwijać prędkość
przekraczającą 200 km/h. Założył więc, iż zachodnia (do linii Toruń, Kielce,
Tarnów), północna (po Warszawę i Białystok) oraz wschodnia (do Łucka i
Tarnopola) część Polski znajdą się w zasięgu lotnictwa Niemiec i Rosji w ciągu
30 minut lotu. Przy tych kalkulacjach wyszło, że po godzinie od startu wrogich
sił powietrznych, zagrożone przez napastników będą obiekty na lewym brzegu Wisły
(patrząc od zachodu), na linii Dęblin - Lublin (w przypadku lotu od północy) i
Brześć - Zamość - Przemyśl (w razie ataku ze strony ZSRR).
Każdy, kto interesuje się historią gospodarczą II Rzeczypospolitej, nie ma
wątpliwości, iż wszystkie poważne przedsięwzięcia tamtych czasów można
sprowadzić do postaci Eugeniusza Kwiatkowskiego. Nie darmo jeden z jego bliskich
współpracowników, Janusz Rakowski, określił go mianem „(…) polityka i... czytaj
więcej
Czarny scenariusz, nakreślony przez Umiastowskiego, zakładał możliwość
zbombardowania obiektów przemysłowych - w przypadku, gdyby obrona
przeciwlotnicza okazała się nieskuteczna. Jako, że lepiej przeceniać
niebezpieczeństwo niż je lekceważyć, zasugerował, aby kluczowe dla
bezpieczeństwa państwa zakłady - zwłaszcza przemysłu zbrojeniowego - lokalizować
na obszarach w centrum państwa.
I tak, gdy przyszło co do decydowania, budowę wytwórni sprzętu lotniczego
umiejscowiono w Mielcu, dysponującym na dodatek odpowiednim - płaskim oraz
rozległym - terenem na lotnisko.
Choć zdawać by się mogło, że dla mieszkańców ubogiego, przeludnionego,
czerpiącego niewysokie z reguły dochody z rolnictwa terenu wiadomość o decyzji
władz państwowych była zbawczą, niewiele jednak brakowało, a budowa zostałaby
zablokowana.
Sprzeciw wobec inwestycji wniosła mielecka gmina żydowska. Projekt przewidywał
bowiem likwidację dwóch cmentarzy, na których spoczywali wyznawcy religii
mojżeszowej; rzecz dla Izraelity - horrendalna. Supliki mieleckich Żydów nie
zdały się jednak na nic, aczkolwiek w obronę nienaruszalności kirkutów
zaangażowane zostały najwyższe instancje: Trybunał Administracyjny, prezydent
RP, a nawet... Liga Narodów.
Inni mielczanie z entuzjazmem przyjmowali oferty odkupienia gruntów. Ponoć w
większości były postawy nader sprzyjające budowie. Właściciele działek nie
targowali się o zapłatę, pozwalali nawet wchodzić na nie przed sformalizowaniem
transakcji.
Okazję wyczuli też lokalni przedsiębiorcy, którzy w przyśpieszonym tempie
rozwijali swoje biznesy usługowe. Sam burmistrz Franciszek Kazana wzniósł hotel
z restauracją.
Natężony ruch rozpoczął się w mieście w 1936 r. - wykonywano wtedy prace
geodezyjne.
W 1937 przygotowano infrastrukturę komunikacyjną: urządzono drogi dojazdowe do
przyszłego placu budowy, zmieniono przebieg torów linii kolejowej biegnącej z
Dębicy przez Nadbrzezie do Rozwadowa, poprowadzono ze stacji do mającego powstać
zakładu wąskotorówkę, stworzono linię wysokiego napięcia, ułatwiającą
sprowadzanie prądu z Mościc, a także gazociąg (łączący się z zagłębiem
borysławskim).
Zanim wszystko było gotowe, budowniczowie, nie marnujący czasu, przystępowali do
tworzenia urządzeń komunalnych, zabezpieczających potrzeby zakładu i mieszkańców
przyfabrycznego osiedla: ujęcia wody pitnej, oczyszczalni ścieków, kotłowni,
stacji transformatorów. Równolegle powstawało zakładowe lotnisko w Chorzelowie,
w Cyrance wznoszono pierwsze obiekty produkcyjne i pomocnicze, w Borku natomiast
- kolejową stację towarową.
Plany rozwojowe zakrojone były na gigantyczną skalę. Na przyzakładowym osiedlu
miało zamieszkać 20 tys. osób - nie tylko pracowników fabryki, gdyż także
członków ich rodzin.
Precyzyjnie rozrysowane projekty przewidywały wzniesienie 28 bloków, kilku
hoteli robotniczych, szkoły powszechnej i technicznej, szpitala zakładowego,
domu kultury, stadionu i... kościoła. Najwyższe standardy przyznano obiektom,
przeznaczonym dla wyższej kadry technicznej - domy te miały stać w ogrodach
wyposażonych w baseny.
Takie bonusy łatwo uzasadnić: w trosce o maksymalne skrócenie czasu budowy i
rozruchu fabryki do Mielca sprowadzano najwytrawniejszych fachowców z
doświadczeniem w przemyśle lotniczym - z Warszawy, Dęblina, Białej Podlaskiej,
Poznania, Krakowa. Angażowano ponadto "na pniu" absolwentów kursów technicznych,
prowadzonych w wytwórniach sprzętu powietrznego w stolicy, Poznaniu i Białej
Podlaskiej.
Mimo to, braki kadrowe - szczególnie na poziomie średniego personelu
kierowniczego - były odczuwalne. Zaradzić im miało utworzenie kursów
technicznych dla absolwentów mieleckiego gimnazjum.
Fabryka, której tworzenie rozpoczęto jesienią 1937 r., zajęła spory obszar 40
hektarów. Opracowaniem planów zajęli się inżynierowie z warszawskiej Wytwórni
Płatowców nr 1. Konstrukcje hali projektował znakomity specjalista (autor
pierwszych na świecie przepisów spawania konstrukcji stalowych w budownictwie,
projektant pierwszego w Polsce wieżowca - Prudentialu, zrealizowanego w
Warszawie) prof. Stefan Bryła.
W chwili wybuchu wojny w zakładzie istniała jedna hala główna (zainstalowane w
niej, wykorzystywane w procesie produkcyjnym obrabiarki - 150 maszyn -
sprowadzano już w 1938), budynek administracji oraz zabudowania pomocnicze;
druga hala była w trakcie budowy.
Do zakładu należało lotnisko z pasem startowym wyłożonym trylinką. Zatrudnienie
wynosiło 800 osób - po definitywnym zakończeniu pierwszego etapu budowy załoga
wytwórni miała liczyć 4.500 pracowników.

Produkowany w Mielcu samolot bombowy PZL-37 "Łoś"
/fot. Zbigniew Wicherski
Zadaniem, jakie jej postawiono, była produkcja samolotów bombowych Łoś (wszelkie
procedury cyklu technologicznego przygotowano w szczegółach w Wytwórni Płatowców
nr 1: chodziło o to, by po oddaniu zakładu do użytku można było z marszu
przystąpić do montowania). Rozpoczęcie dostaw nowoczesnych bombowców na potrzeby
polskiej armii planowano na grudzień 1939.
Na późniejszy okres ustalono wszczęcie wytwarzania rozpoznawczo-bombowych Sumów
względnie myśliwskich Jastrzębi.
Dzięki fabryce, do wybuchu wojny liczba mieszkańców Mielca wzrosła o 3 tys. Run
kandydatów do pracy "w lotnictwie" był tak wielki, że choć budowa osiedla -
zwanego "kolonią" - szła pełną parą, nie wszyscy znajdowali na nim locum.
Zresztą do wybuchu wojny zdążono oddać do użytku jedynie 16 bloków (300
mieszkań) i 15 willi "inżynierskich", a ponadto zorganizować przychodnię
lekarską i klub sportowy. Sumptem zaś Ubezpieczalni Społecznej, acz z myślą w
głównej mierze o załodze fabryki, budowano szpital.
Ci, dla których zabrakło miejsca na kolonii, zatrzymywali się w hotelach albo
stawali na kwaterach prywatnych. Nie trzeba wyjaśniać, jakie znaczenie dla
miasta miał stały dopływ gotówki z tego tytułu. Mielczanie zapamiętali, że wielu
robotników fizycznych - zwłaszcza furmanów, świadczących usługi przewozowe - od
wiosny do jesieni koczowało w szałasach, stawianych w lesie, sąsiadującym z
placem budowy.
Nikt jednak nie zgłaszał większych zastrzeżeń wobec niewygód - a już na pewno
nie burmistrz Kazana, wytrawny biznesmen. Jako osoba doświadczona w handlu i
pośrednictwie, zmonopolizował on wręcz obsługę budowy: uczestniczył (jawnie bądź
poufnie) w podpisywaniu niemal wszystkich ważniejszych kontraktów. Zyski z tego
czerpał niemałe, ale niewiele też zabrakło, by stracił stanowisko.
Rozeźleni hegemonią burmistrza kupcy - szczególnie prowadzący handel w lokalach
przy Rynku, z którego burmistrz wyprowadził targowisko poza centrum, narażając
ich na straty - oraz zawodowi pośrednicy handlowi, dyskretnie a skutecznie
eliminowani z walki konkurencyjnej, podejmowali próby usunięcia go z urzędu. Za
pretekst przyjęto jednoosobową decyzję Kazany, aby przez Rynek poprowadzić drogę
do mostu na Wisłoce. Choć główny plac, pozbawiony bruku, za to przekształcony w
zieleniec, wypiękniał, zakwestionowano decyzję, podjętą bez uzyskania zgody
rajców.
Rada skwapliwie udzieliła Kazanie wotum nieufności i zbojkotowała siedem
kolejnych zwoływanych przezeń sesji. Burmistrz miał jednak mocny mandat; kiedy
powiadomiono radnych, że jeśli nie przystąpią do pracy - ich gremium zostanie
rozwiązane przez wojewodę, przerwali bojkot...
Wspominając o utarczkach Franciszka Kazany nie wolno zapominać, że - jako
zamożny obywatel, z dawien dawna specjalizujący się z ogromnymi sukcesami w
handlu zwierzętami rzeźnymi, co zresztą czynił w zgodzie z rodzinną tradycją -
sprawował urząd honorowo, albowiem przepisane mu wynagrodzenie przekazywał w
całości na cele społeczne.
Narzekać na napływ budowniczych fabryki lotniczej nie mogli też inni mielczanie
- zwłaszcza posiadacze nieruchomości.
Otwarcie (nastąpiło 13 czerwca 1939 r., ceremonii przewodził prezydent Ignacy
Mościcki, któremu asystował wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski) Państwowych
Zakładów Lotniczych - Wytwórni Płatowców nr 2 spowodowało napływ do miasta
inwestorów.
Zakłady H. Cegielski z Poznania zlokalizowały w sąsiedztwie wytwórnię
obrabiarek. Firma z Warszawy podjęła się stworzenia mechanicznej stolarni,
kooperującej z przemysłem lotniczym. Swój zakład, obsługujący chłonny
potencjalnie rynek, zaplanował uruchomić także producent obuwia z Bydgoszczy. W
grę wchodziła jeszcze budowa huty szkła.
Dzięki temu wszystkiemu ceny ziemi w mieście i na jego obrzeżach poszybowały; a
że automatycznemu wzrostowi uległa też wartość nieruchomości, będących
własnością magistratu, Mielec zyskał wysoką wiarygodność kredytową i mógł
zaciągać pożyczki z przeznaczeniem na budowę ważnych dla mieszkańców obiektów. W
ten sposób powstały dwa gmachy szkolne i chłodnia składowa; powiększono ponadto
miejską rzeźnię.
Mielecka Wytwórnia Płatowców nr 2 ruszyła z produkcją w marcu 1939 r. Do
września zmontowano sześć bombowych łosi. Uruchomiono ponadto produkcję głównych
zespołów konstrukcyjnych: skrzydeł, kadłubów, usterzenia.
Niestety, tak pięknie rozpoczęty i rozwijający się proces przerwał wybuch wojny.
A zatem, to wszystko, co za okupacji i po niej, musi być traktowane jako całkiem
inna historia...
Nadmienić jedynie można, że pod koniec wojny Niemcy zamierzali przenieść
Flugzeugwerk Mielec do... podziemi kopalni w Wieliczce. Przygotowania były mocno
zaawansowane i tak naprawdę udaremniły je dopiero sukcesy frontowe Armii
Czerwonej.
Powstała po wojnie Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego "PZL-Mielec" znana była
jako wytwórca samolotów, zwłaszcza rolniczych, sprzedawanych na wszystkich
kontynentach. Dokonania z lat 1944-89 r. wyrosły w oczywisty sposób na
korzeniach sięgających II RP, pomimo odżegnywania się najczęściej - i to niczym
diabeł od wody święconej! - od tego pochodzenia.
W nowej rzeczywistości III RP ośrodek przemysłowy w Mielcu zdołał się również
sukcesem odnaleźć.
Waldemar Bałda
http://nowahistoria.interia.pl
Podobne tematy:
-
II edycja konkursu „Lotnicze wspomnienia moich najbliższych”
-
Zaproszenie na "Mieleckie Zapiski15-16. Rocznik Ziemi Mieleckiej 2012-2013"
-
"Mieleckie Zapiski 15-16. Rocznik Ziemi Mieleckiej 2012-2013", promocja publikacji